Riff vol. 2

Posted in Uncategorized on 14/08/2009 by archlich

Jakiś czas temu pisałem o sklepie riff. I o tym, kto tam pracuje. Było to bodajże w maju, kiedy poszła mi struna i musiałem wymieniać.
Prawda jest taka, że nie miałem racji. Tam nie pracują lenie. Tam pracują kurwy, pedały, chuje i psy posrańcy.

Musiałem znowu wymienić struny i dać gitarę do regulacji. Poszedłem więc do innego sklepu niż riff, nauczony doświadczeniem. Zresztą w nim właśnie kupowałem gitarę. Gadam sobie ze sprzedawcą, mówię, że gitarę trzeba podregulować i pewnie struny też by sięprzydało wymienić. Koleś tak patrzy…
- Struny mają być dziewiątki, jak te?
- Erm, to są dziesiątki.
- Na pewno to są dziewiątki.
- W każdym razie, ja prosiłem o dziesiątki.
- Tutaj?
- Nie, w innym sklepie.
Popatrzył się dziwnie i patrzy na mostek.
- Widzę, że menzura rozregulowana, mamy to zrobić?
Oględziny nauczyciela już mi powiedziały, że regulacja jest potrzebna, więc się zgodziłem. Wstępnie umówiliśmy się na 50zł za nowe struny i regulację menzury.

Wróciłem po jakimś czasie i okazuje się, że:
* w Riffie pracują ślepi idioci – nie odróżniają strun .010 od .009
* w Riffie pracują kurwy, bo rozjebali całą regulację przy tak prostej czynności jak założenie strun
* w Riffie pracują pizdy, bo udało im się rozjebać sprężynki na mostku, zresztą jednej brakowało
* w Riffie pracują złodzieje, bo nie dość że rozjebali strunę i kazali płacić, to przy prostej wymianie strun robią straty na 40zł (+ wymiana strun na .010 – 70zł łącznie)

Generalnie to teraz mogą mnie cmoknąć, bo mam już narzędzia do wymiany. Ale jak będę kupował struny, to też nie w riffie, bo nie umieja przczytac informacji na opakowaniu…

Jazzkamikaze

Posted in Uncategorized on 30/07/2009 by archlich

Dawno nic tu nie pisałem. Są wakacje, więc powinienem napisać, że mam w cholerę czasu i robię co chcę.
Z tym robieniem to może i racja, ale czasu nadal mam za mało. Dla mnie doba powinna mieć ze 30 godzin. Tyle na ten temat.

Teoretycznie powinienem tu wywołać jakiś ostro wkurwiający temat, nabluzgać i popluć. Ale dość już się ostatnio nabluźniłem i mi starczy :P

Mimo wszystko, wpis powstaje. Ponieważ linka ma z pół setki znajomych (+ każdy, kto dysponuje moim numerem gg) nie będę tu opierdalał konkretnych osób, z którymi musiałem spędzić pewien czas w pociągu (no, nieco sobie pozwoliłem :P ).

Hm, wypadłem chyba z wprawy i notka coś mi nie idzie. Przejdę do konkretów: jak wiedzą niektórzy (podkreślenie moje :P ) mieszkam w mieście zwanym Zieloną Górą. Czasem Zieloną Dziurą, przed wojną Grünberg. W każdym razie odbywa się tu coś takiego jak festiwal jazzowy. Nie, żebym był wielkim fanem jazzu, ale miło się czasem przejść na koncert.
Tydzień temu, w piątek, zawitała u nas grupa, której nazwę macie w tytule notki. I, kurwa, to było po prostu piękne. Połączenie instrumentów (saksofon, kontrabas, klawisze – ale też gitara elektryczna i perkusja), rocka i jazzu (gitarzysta zapierdalał po gryfie jak po niemieckiej autostradzie) dało świetny efekt. Chyba najlepszy koncert, na jakim byłem. Publiczność nieco sztywna, ale i tak udało się wymusić bis :D
Nawet fakt, że było za krótko (no, ponad godzina, ale to i tak krótko :P ) i moja przegrana w zakładzie o 40gr nie były w stanie przyćmić tego, co się czuło siedząc i słuchając. To była po prostu piękna, rytmiczna gra. A potem zajebista napierdalanka w końcówkach utworów. I nadal piękna i rytmiczna.
Nie umiem opisać tego zbytnio słowami, więc, a co tak, rzucę link.
Tu.
Mają tam całe dwa utwory, ale, cholera, oba moim zdaniem mocarne.

I tym optymistycznym akcentem kończę ten chaos, jaki mi wyszedł zamiast wpisu :P

Terminator: Ocalenie v2.

Posted in Uncategorized on 19/06/2009 by archlich

Fakty z filmu:
@Terminatory albo padają od kilku strzałów, albo są w stanie wytrzymać oblanie lawą, żelazem i strzał z granatnika.
@Marcus Wright przez cały film tak naprawdę nie wie, co i po co robi.
@Przy okazji jest tak twardy, że całuje kobietę z rakiem i strzela tekstem ‘a więc to tak smakuje śmierć’.
@Scena wymiany szkieletu Wrighta wygląda jak jakaś wczesna wersja Wolverine’a.
@Helikopter spada na ziemię, jeśli w pewnej odległości walnie bomba atomowa, ale jeśli ogniwa nuklearne wybuchną tuż pod nim, to bez problemu leci dalej.
@Inteligencja modelu T-600 jest niezwykła – kiedy wisi, odstrzeliwuje sobie nogę, nie łańcuch na którym zwisa.
@Koleżanka Kyle’a Reese’a ma w torebce wszystko. jak trzeba, to nawet panzerfausta wyciągnie.
@Kyle nigdy nie jeździł samochodem, ale mimo tego wie, jak prowadzić, zmieniać biegi, zna kolejność pedałów itp.
@Auto brata Marcusa stało na parkingu 15 lat. Nie ruszone. Zapewne brat Wrighta po jego śmierci postanowił go więcej nie używać.
@Murzyn musi być skurwielem.
@Wielka puszka-robot nie ma żadnych problemów z rozwalaniem uciekających w ciężarówkach ludzi, jednak kiedy Marcus i jego kumple chowają się za autem, to nie może ich trafić.
@Przy okazji taka puszka wytrzyma wybuch cysterny z paliwem i ochroni ludzi, którzy są w klatce.
@Po wybuchu puszka może bezproblemowo zgnieść całą kompanię, jednak woli wypuścić dwóch mototerminatorów. Którzy nic nie zrobią.
@Siekiera przebija żelazną kratę o grubości centymetra. Po jednym uderzeniu.
@Connor potrafi zobaczyć, czy człowiek mówi prawdę, jednak nie stosuje wiedzy którą nabywa.
@Ruch oporu nie ma żadnych oporów(nomen omen) przed rozwaleniem cywili.
@Zwykła linka jest w stanie zatrzymać rozpędzone do grubo ponad 100km/h żelastwo na motorze.
@T-800, zamiast wyjść z gnatem i zastrzelić Connora, czy chociażby udusić go, woli nim rzucać po całej bazie i czekać, aż go rozwalą.
@Podobnie jest w przypadku Kyle’a, tyle że do niego przychodzi T-600.
@John Connor jest tak hardcore’owy, że mimo złamanej ręki, żeber, licznych obrażeń korpusu i nóg może nadal chodzić i strzelać.
@Z kolei Marcusowi od jednego uderzenia staje serce, jednak zaczyna znowu bić po reanimacji zrobionej profesjonalnie przez Connora.
@Pod koniec filmu Wright oddaje swoje serce Johnowi, chociaż tak naprawdę nikt nie wie dlaczego. Razem z nim umiera nadzieja na zrozumienie tego człowieka.

Działalność zawieszona

Posted in Uncategorized on 17/06/2009 by archlich

… na czas nieokreślony. Jak coś mi sensownego wpadnie do głowy, to napiszę.

Appetite for Destruction

Posted in Uncategorized on 09/06/2009 by archlich

Pierwszy longplay Gunsów. Jedna z moich nielicznych oryginalnych płyt, także pokuszę się o recenzję :P
Płyta zaczyna się ostrym, dynamicznym ‘Welcome to the Jungle’. świetne intro, skrzek Axla i całość ogółem zajebista.
Dalej lecimy z ‘It’s so Easy’. Doskonały utwór, ale niestety mało znany. I ‘Nightrain’. Ten akurat już bardziej rozpoznawalny, pewnie z powodu fenomenalnych zagrywek Slasha i Izzy’ego. Numer, jak to kiedyś sam Slash powiedział, nie mówi o chlaniu czy dragach, tylko o zwykłym spacerze po parku. Prawda jest taka, że napisany jest na cześć taniego wina Night Train, którym chłopaki raczyły się podczas tworzenia muzyki ;D
Teraz ‘Out Ta Get Me’. Dedykowany wszystkich skurwysynom, który mówią nam jak żyć, jak jeść i jak spać. Dynamiczny nawet trochębardziej od reszty.
Następnie ‘Mr. Brownstone’. Jak niektórzy mogą się domyślać, tekst o heroinie i ćpaniu. Gdyby nie inne piosenki z tej płyty, myślę że byłby singlem, który pięknie by się sprzedał. Ale cóż – poszły lepsze numery ;)
Takie jak Paradise City. Mój ulubiony utwór Gunsów. Szybki jak jasna cholera, wesoły i ciepły, a do tego totalna wirtuozeria. Axl jako wokal sprawdza się tu świetnie, Slash i Izzy napieprzają na gitarach jak trzeba, Duff tworzy świetną linię dla basu a Adler nawala w kotły aż miło.
‘My Michelle’. Zaczyna się niby spokojnie, ale po chwili wkracza ostry riff. Kawałek całkiem niezły i trzyma poziom, jednak porównując z innymi z płyty niestety musi odpaść.
Następnie ‘Think About You’. Nie znałem tego wcześniej i zostałem miło zaskoczony. Ładna, rytmiczna i melodyjna napierdalanka.
No i w końcu ‘Sweet Child O’Mine’. Charakterystyczny, wysoki riff z intra ciągnie się dość długo i już to niektórym by wystarczyło. Wchodzi wokal, bębny, bas, rytmiczna… paradoksalnie, chociaż nie jest to ballada rockowa i ma dość szybie tempo, to imo jest świetna jako szybki-wolny kawałek :P
‘You’re Crazy’. Tytuł świetnie opisuje tą piosenkę, która jest cholernie szybka i pojebana wręcz ;D Przyspiesza, nagle zwalnia, by po chwili przyspieszyć jeszcze bardziej. Sama solówka mknie z prędkością co najmniej kilku nutek na sekundę…
Przedostatni już kawałek – ‘Anything Goes’. Całkiem niezły, ale jakoś bardzo się nie wyróżnia.
I ‘Rocket Queen’. To przy tym utworze w St. Louis ochrona ssała po całości. Po wielokrotnym wzywaniu ich do odebrania kamery motocykliście Axl wziął i się wkurwił. I poszedł mu ją zabrać osobiście, a przy okazji mu najebać. Wachmani od razu się obudzili i pobiegli… przytrzymać wokalistę. Rose wrócił na scenę, powiedział ‘Thanks to the lame-ass security, I’m going home’, po czym rozpierdolił mikrofon o scenę i poszedł. Za nim ruszyła reszta zespołu, po czym wnerwieni fani wrąbali się na scenę i rozpieprzyli cały sprzęt. Sama piosenka nieco spokojniejsza, jednak świetna do rozrób.

Appetite for Destruction to album z jajami. To nie jest Feel (dla jego fanów mam jedno słowo – wypierdalać) czy inne Jonas Brothers. Cała płyta leci na maksa, bez żadnych półśrodków. Realizuje ’sex, drugs i rock’n'roll’. Sex – w tekstach pełno. Drugs – w tekstach pełno. Rock’n'roll – cała płyta jest swoistym hołdem dla rocka. Dzisiaj chyba nikt nie nagrywa już takich zadziornych napierdalanek, a szkoda. I mimo tego, że to ostra nawalanka – ma świetny rytm, zajebiste riffy i melodyjne sola, a do tego wokal Axla. To nie jest tępe napierdalanie, tylko sztuka przez duże ‘S’ ;)
Dlatego polecam każdemu, kto ma okazję przesłuchać.

Anioły i Demony

Posted in Uncategorized on 01/06/2009 by archlich

Tia, znowu byłem w kinie. Jeszcze kilka seansów i będą tu same recenzje.
W każdym razie, byłem sobie w niedzielę w Świątyni Rozpusty – Cinema City. Kupiłem popcorn i Cole jak debil, chociaż nienawidzę żarcia w kinie. Prawda jest jednak taka, że jak wszyscy opychają się tym syfem, to robię się głodny. Mam świadków na to, że jak na sali było mało ludzi/nie mieli jedzenia, to ja również nie delektowałem się prażoną kukurydzą.
10 minut opóźnienia. Do sali wchodzę z dzikim, kurna, tłumem, lawiruję jedną ręką trzymając kubek, drugą kubełek. Ludzie się pchają. Szlag powoli mnie trafia, ale w końcu siadam. Jest.
Lecą reklamy. 5 minut. 10 minut. 15 minut. 20 minut. 25, kurwa mać, minut! I to jeszcze nie koniec. 30 minut… taaak, zaczyna się film. Pół godziny ścierwa. Oszaleć idzie, bo poza trailerami może dwóch interesujących filmów cała reszta to totalny śmieć.
W pewnym momencie, kiedy coś się spierdzieliło i zaczęło centralnie lecieć radio miałem ochotę iść i pogadać z obsługą.
Średnio ciekawy początek. W końcu zaczyna się akcja: motyw z okiem bardzo fajny.
Nie będę się zbytnio zagłębiał w fabułę, bo książki nie czytałem. Film na pewno jest in plus, zakończenie nie było przewidywalne a gra aktorska co najmniej dobra. Efekty niezłe i pewna dawka brutalności, której – moim zdaniem – nigdy nie powinno zabraknąć :P
Co mnie rozczarowało, to fakt, że po filmie zamknęki wszystki kible. Nie zraziłęm się tym i poszedłem korytarzem dla obsługi do ich służbowego, przy czym dorwała mnie ochrona i już po raz trzeci im tłumaczyłem, że mnie tu skierowano, bo wszystko inne zamknięte. Po raz trzeci w drodze wyjątku nie robili problemu :P Mam farta, że za każdym razem stoi inny wachman.
Generalnie polecam i tyle. Przy okazji – nie wierzycie chyba w te bzdury, że film wstrząśnie Waszą wiarą, przewróci światopogląd i narobi do kaptura? Bo nic takeigo nie miało miejsca ;)

BTW – dzisiaj podczas Dnia Sportu LO1 mogło w końcu posłuchać dobrych riffów, za sprawą podłączenia mojej komórki do nagłośnienia ;D
W świat poszły takie utwory jak TNT, Back in Black, You Shook Me All Night Long, Dirty Deeds Done Dirt Cheap (AC/DC), Iron Man (Black Sabbath), Enter Sandman (Metallica), Smoke On The Water (Deep Purple), Paradise City, Sweet Child O’Mine, Welcome to The Jungle (Guns N’ Roses), Fear Of The Dark, Two Minutes To Midnight (Iron Maiden), In Bloom (Nirvana), Amerika, Du Hast (Rammstein). Wypisałem to, bo nie chce mi się jeszcze siadać do pisania wypracowania z angola i muszę się czymś zająć :P

X-Men Origins: Wolverine

Posted in Uncategorized on 25/05/2009 by archlich

Jedziemy. Tekst zawiera spojlery, jednak na taki film chodzi się głównie, aby zobaczyć efekty, więc jeśli ktoś nie jest fanem mutantów, to nic nie traci.
W kinie dawno nie byłem, a chętkę na jakiś film zrobił mi kolega Kruk, który najpierw chciał iść na ‘Anioły i Demony’, a kiedy się zgodziłem to stwierdził, że mu się nie chce. Pomyślałem więc sobie, że, cholera, i tak pójdę. Ostatecznie wymyśliłem sobie, że pójdę na jakąś w miarę niezłą naparzankę, która przyjemnie odmóżdża. Jako, że będąc w kinie lubię się śmiać z durnych trailerów i reklam, a potem wyśmiewać jeszcze scenarzystów, to poszedłem z innym kolegą, a co.

Seans miał się rozpocząć o 22:15. I rozpoczął się. Po trailerach/reklamach przyszedł czas na film, mniej więcej o 22:40. Widownia, złożona z 8 widzów odetchnęła z ulgą.

Początek żywcem zerżnięty z komiksu X-Men: Origins, chociaż tutaj zrobili z Sabretootha brata Wolviego. Jest to kwestia sporna, jednak szczerze mówiąc mi nie pasuje. Najpierw Szalbozęby jest kreowany na braciszka, a potem nagle wychodzi z niego kawał sukinsyna, który robi co chce, a Wolverine z niesmakiem na to patrzy. W ogóle film pod względem fabuły jest imo bardzo, bardzo średni. Przy okazji, Victor (czyli Sabretooth) zwraca się ciągle do Wolverina per ‘Jimmy’, a potem przyjmuje on przydomek Rosomaka. Nagle, niczym wydupa zza krzaka pojawia się imię Logan. Skąd – nie wiadomo. Było na nieśmiertelniku, ale po co je tam wybito, nikt nie wie.
Dalej, mamy motyw zabicia żony Jimmiego per Logana. Przez to Wolvi gania Szablozębego, jednak później okazuje się, że on jej nie zabił. Nasz bohater jednak się nie zraża i nadal gania Victora, tylko jakoś nie wyłapałem, czemu. Kolega pułkownik Stryker wydymał kilkakrotnie Logana, ale w końcu wychodzi, że to on jest wszystkiemu winien.
W każdym razie, można połapać w cholerę nieścisłości i nielogiczności.

Dalej, mutki. Mutków się trochę przewija, a więc poza Wolvim i jego teamem mamy kilka postaci z poprzednich filmów (typu Scott ‘Dupek’ Summers), ale pojawiło się wiele nowych. Na plus można zaliczyć Gambita, który mimo wszystko się wybronił oraz Bloba i Emmę Frost (swoją drogą fenomenalnie zrobiona – nie wiem, kto siedział nad efektami, ale kilka sekund pewnie zajęło mu ładne parę tygodni).

I teraz najważniejszy powód, dla którego idzie się na ten film do kina – efekty. Najlepsza strona filmu. Wybuchy są fajnie zrobione, ale nikogo już nie zachwycą. Zajebiste za to są momenty, takie jak początek filmu (ukazanie wojen, Victora i Logana) i naparzanki między mutkami. Najbardziej urzekła mnie chyba scena wbicia Wade z dwoma katanami do budynku i odbijanie wszystkich kul z jakichś – na oko – dwudziestu kałaszy. Można to obejrzeć – w gównanej jakości – tutaj: bum

Podsumowując, jak ktoś lubi efekty, to film polecam. Jeśli nie, to nie traci nic.

Nowa technologia Gibsona

Posted in Uncategorized on 19/05/2009 by archlich

Dzisiaj wpis nieco odmienny.
Myślę, że część ludzi kojarzy taką firmę jak Gibson, a jeśli nie kojarzy, to zaraz ją przybliżę. Otóż jest to amerykański producent gitar, który już ponad wiek wyrabia wiosła najlepszej jakości. Jest to firma z niejaką tradycją i chociaż to Fender jako pierwszy wypuścił na rynek elektryka bez pudła rezonansowego, to jednak Gibsonowi zawdzięczamy humbuckery*, mostek Tune-O-Matic** czy legendarny już model – Les Paul. Poza nim, SG, Explorery czy Flying V również stanowią pewien rodzaj gitar pożądanych przez niemal każdego.

I tenże Gibson wprowadza teraz nową technologię. Powiedziałbym, że może zrewolucjonizować rynek, ale nie chcę robić zbytniej reklamy :P
Tu dam dwa linki do strony Gibona i owych gitar, więc można je sobie obejrzeć ;)
Les Paul
SG
Można sobie posłuchać brzmienia i generalnie fajnie.

Na czym polega ta nowa technologia? Do elektroniki gitar dołożone zostały elementy technologii robotyki. Krótko mówiąc, gitara sama się stroi. Ustawia się strój, dajmy na to, standardowy, albo Eb i po chwili sama się ustawi.
Ciekawa sprawa, tyle że to może w pewnym stopniu upośledzić gitarzystów. No bo strojenie samemu, chociażby tunerem, pozwala rozwijać słuch i po jakimś czasie stroić samemu, albo nawet z kamertonem, tyle że to pomaga.

No nic, pierwsze elektryki z technologią Power Tunes weszły jakiś rok temu, a krzyku dużego nie widać. Pożyjemy, zobaczymy ;)

A tymczasem rzucę czymś, co sobie jakiśczas temu nagrałem:

TNT
Highway to Hell
Back in Black
Thunderstruck

*Jak się komuś nie chce szukać – przetworniki.
** Pozwala na regulację każdej struny osobno.

Riff

Posted in Uncategorized on 11/05/2009 by archlich

Tutaj w sensie – sieć sklepów muzycznych. Jak niektórzy wiedzą, w sobotę udało mi się zerwać strunę i po nowy zestaw pognałem do Riffu, bo tylko on jeszcze był otwarty. Koleś wcisnął mi struny – bardzo dobre, nie narzekam – po trochę wygórowanej cenie i umówiłem się, że w poniedziałek wymienią mi cały zestaw, od ręki.
Dzisiaj po szkole zaiwaniam do miasta i wchodzę do sklepu. Sprzedawca taksuje wzrokiem mój pokrowiec i po chwili gapi się na mnie z miną ‘czego, kurwa?’. No nic, mówię mu, o co mi chodzi. Oczywiście pokaż pan paragon. Wyjmuję paragon ze zwycięstwem wypisanym na twarzy i koleś woła speca od gitar.
- Na jutro, czy dzisiaj na 19? Bo tak od ręki to ciężko będzie.
- Umówiłem się z tym panem – pokazuję na sprzedawcę – że przyjdę i od razu wymienicie całość.
Koleś za ladą gapi się na mnie wzrokiem mordercy i mówi:
- Mamy dużo faktur, więc teraz się nie da. Najlepiej by było na 19, ale jak pan nalega, to możemy zrobić na za godzinę.
Dobra, myślę sobie. Trudno, jakoś przeczekam, przynajmniej będzie profesjonalnie wyregulowane.
- Dobrze, to będę przed trzecią.
- Może lepiej po, bo mamy robotę.
Wyłażę, idę do Empiku, na chama ładuję się na kanapę i czytam. Dobra, już po trzeciej. Wracam.
- Dzień dobry, ja po odbiór gitary.
- Mamy mały problem – w trakcie wymiany pękła jedna struna. Pewnie była źle nawinięta.
- Przecież ona była kupiona dwa dni temu u Was.
- No wiem, ale pewnie coś uszkodzona była i pewnie źle nawinięta. Musisz kupić nową.
Koleś gapi się na moją minę i powoli wyjmuje strunę z szuflady. Jego kolega nakłada, stroi.
- Koszt nowej struny to 4 złote.
- Nie mam przy sobie pieniędzy – mówię. Tak, wiem, to w sumie dziwne, ale kasy prawie nigdy nie noszę, a legitymację to mam kilka razy w roku. Ale cóż, nie mam zwykle problemów, także…
Facet, jak usłyszał, że nie mam pieniędzy, patrzy na mnie i w końcu:
- No to donieś te 4 złote, bo w plecy będziemy.
Ładuję elektryka do pokrowca, cedzę ‘Do widzenia’ i wychodzę.

Oficjalnie: sieć sklepów Riff trafia na moją czarną listę. Jest drogo, mało przyjemnie i jeszcze mam płacić za to, że koleś nie umie zdjąć i założyć struny. Następnym razem, jak cokolwiek stanie mi się z gitarą, to idę tak czy inaczej do proROCKa, nawet jakbym miał czekać na to kilka dni.
Panom z Riffu dziękuję za profesjonalne podejście i obsługę. Walcie się na ryj, obkurwieńcy.

Ekolodzy

Posted in Uncategorized on 04/05/2009 by archlich

Ci to dopiero mają, kurwa, dałna. Pierwsza sprawa – globalne ocieplenie. Jak człowiek miał minusowe temperatury w marcu i widział coś o globalnym ociepleniu, to miał ochotę zajebać pierwszego ekologa, którego spotka.
(Teraz kawałek sponsorowany przez Wojciecha)
Źródło

Jak się okaże po kliknięciu w kolejny link, chuj, a nie jakieś, kurwa, ocieplenie. Poza tym, mnie to zawsze ciekawiło – czy dziennikarze wiedzą, że były epoki lodowcowe? Pewnie nie.

Przejdźmy teraz do jeszcze lepszych mitów – o samochodach.
Mamy więc dużą, ogromną, chujowo gigantyczną ilość ludzi, którzy widzą w samochodzie oddech szatana, kosę śmierci i dupsko Tanatosa. Strony takie jak ta napierdalają statystykami (kto robił te badania? Jakoś nikt się nie garnie, żeby cokolwiek udowodnić) z prędkością ponadświetlną. Ja chciałbym przypomnieć, że samochód ma być szybszy od roweru, a nie na odwrót. Poza tym, no kurwa – głupota ludzi jest winna, a nie auto. Jak dacie psycholowi łyżkę albo wykałaczkę i on nią kogoś zabije, to zlikwidujemy sztućce, bo są niebezpieczne? A jak udusi kogoś gołymi rękami, to będziemy upierdalać ręce niemowlakom?

Mamy więc wiele, kurwa, ciekawych statystyk. Poza tym zdanie – uwaga:
“W ciągu ostatnich 17 lat w Polsce zdarzyło się prawie milion wypadków drogowych, w których zginęło ponad 110.000 osób, a ponad milion zostało rannych.”
Z tego zdania wynika, że w Polsce było prawie milion wypadków. W każdym z nich zginęło ponad 110 tysięcy osób, a ponad milion zostało rannych – to dużo nam ludzi w tej Polsce zostało! Dziw, że ja w ogóle jeszcze żyję.
Są na tej stronie i inne błędy. Jest też zajebista statystyka:
“Kierowcy samochodów służbowych, których ilość w Polsce oceniana jest łącznie na pół miliona do 800 tysięcy pojazdów, powodują 30% wypadków. Dla przedsiębiorstwa każdy wypadek oznacza wysokie straty (utratę pracownika, koszty napraw i ubezpieczenia), nie wspominając o czysto ludzkich dramatach dotykających samych pracowników i ich rodziny.”
No i CHUJ z tego? Kurwa, zaraz zaczną pisać, że 2% z ginących ma 32 lata. Albo, że 3% żuło gumę. Kurwicy można dostać. Ale z tego wynika, że niektóre przedsiębiorstwa ładnie dostały w dupę. BTW – koszty ubezpieczenia? TU chyba czegoś nie czaję – skoro się ubezpieczyli, to chyba dostaną odszkodowanie i nie będzie trza na naprawę? Chyba, że geniusze płacą po wypadku na ubezpieczenie. Pogratulować idiotom.
Tu mamy coś ciekawego – drogi. Ja nie wiem, żyjemy w, kurwa, niby normalnym kraju, a nikt nie kojarzy stanu dróg z ilością wypadków? Pewnie nijak to się ma do jakiegokolwiek karambolu?

Kończę, bo zaraz całość wypełnią jedynie bluzgi. Przy okazji – byłem dzisiaj w sądzie. Okazuje się, że można ruchać sędziego, a on nawet nie zauważy. No kurwa, koleś założył 4 różne zeznania, kupy się nic nie trzyma i nic za to nie grozi?